27 listopada 2014

TERRA MADRE SLOW FOOD FESTIVAL KRAKÓW




Czekałam, czekałam, z wytęsknieniem i lekką zazdrością patrzyłam, jak na świecie mają swoje Terra Madre festiwale i uczty, a u nas jakoś tak nic...
Już mnie całkiem zazdrość ogarnęła, gdy przeczytałam w magazynie Usta relację Magdy Święciaszek i Grześka Łapanowskiego z Salone del Gusto z Turynu (możecie to znaleźć tu). Więc się rozmarzyłam i oczom własnym nie mogłam uwierzyć, że oto, za kilka dni, w Krakowie, miał się odbyć pierwszy tego typu festiwal dla wszystkich smakoszy i prawdziwych zapaleńców! 
Czas zaczął się toczyć tylko wokół 7. listopada (tak, wiem, trochę spóniona ta relacja). Z tego przejęcia nie mogłam spać, więc z samego rana odmalowałam pokój i pełna energii pojechałam na spotkanie z guru polskiej gastronomii; Wojciechem Modestem Amaro!!!! 
Spotkanie prowadził  Jacek Szklarek, osoba, która poważnie przyczyniła się do powstania tego festiwalu w Krakowie. 
Chciałabym posiadać choć ułamek wiedzy Wojciecha Modesta Amaro na temat kuchni polskiej :-) 
Opowiadał tak ciekawie i rzeczowo, że nie wiem kiedy upłynęła godzina :-) Mogłabym tak słuchac i słuchać (nie miałam pojęcia, że prawdziwy, dawny bigos, to pieczony i duszony bażant w soku z limonki! i nie byłow nim ani grama kiszonej kapusty!). 
Cieszę się, że taka osoba reprezentuje nas w kulinarnym świecie, bo to właściwa osoba na właściwym miejscu, która osiągnęła bardzo dużo ciężką pracą i dążeniem za marzeniami. Mam nadzieję, że zdobędzie kiedyś 3 gwiazdki Michelina! 
Pełen wywiad znajdziecie na blogu Ani "Życie od kuchni" : tutaj
Niedługo w księgarniach pojawi się wznowienie "Kuchni polskiej XXI wieku". Warto mieć ją w w swojej biblioteczce, aby wiedzieć więcej na temat naszej kuchni! 




A teraz kilka słów na temat samego festiwalu; 
zgromadzili się tam prawdziwi koneserzy i znawcy jedzenia, którzy próbują wrócić "do korzeni" i produkowac jedzenie zdrowe, bez konserwantów, pełne składników odżywczych. 
W czasach tak wszechobecnej chemii jest to trudne, ale jak się okazuje możliwe! Można wytworzyć ser, od szczęśliwych krów, owiec i kóz, który pachnie łąką i ziołami (tu polecam sery p. Wańczyka), sok jabłkowy, dżemy i cydry bez dodatku aromatów i sztucznych barwników (jak to smakuje :-))) oraz upiec chleby bez polepszaczy i wypełniaczy, który pozostaje świeży przez kilka dni.
Wiadomo, że żywność taka jest droższa, i jest to rozsądny argument, ale trzeba pamiętać, że dopóki jest zapotrzebowanie na "śmieciowe jedzenie" to  będziemy, jako konsumenci, oszukiwani, a nasze dzieci będą jady pseudo bułki i pseudo ser. 
Szczerze mówiąc, wolę raz w tygodniu zjeść plasterek prawdziwej szynki, niż codziennie zjadać jej sztuczną namiastkę! 

A Wy co o tym myślicie? 



P.S. Jeszcze mały "lans" z mojej strony ;-) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz