Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

6 listopada 2012

ROGALE MARCIŃSKIE

Domowe i łatwe rogale świętomarcińskie, obowiązkowe do zjedzenia w dniu św. Marcina (4 warianty) 



Obowiązkowo w listopadzie moja kuchnia wypełnia się zapachem tego pieczonego smakołyku. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo się cieszę z tego, że tradycja pieczenia łakoci w Poznaniu i województwie wielkopolskim została wskrzeszona i tak dumnie żyje swoim nowym życiem. 
Przecież w końcu też mamy się czym chwalić przed światem! 
I zawsze już poznański rynek będzie mi się kojarzył ze smakiem świeżutkich rogali jedzonych niespiesznie na śniadanie :-) 
W zeszłym roku nie mogłam nigdzie kupić białego maku, dlatego powstały rogale z masą migdałowo-orzechową, na półfrancuskim cieście (wymagającym odrobinę pracy :-)). 
Tym razem o mak zadbałam dużo wcześniej i zrobiłam prawdziwe, świętomarcińskie nadzienie nasycone rodzynkami, daktylami, figami, skórką pomarańczową, marcepanem i wanilią - niezwykle bogate w smaku i aromacie. Przypomniało mi się przy okazji, jak Babcia używała makutry do utarcia maku na gładką masę (to jest wyzwanie, bowiem wymaga dużej dawki cierpliwości!). Nie mam makutry, dlatego zastąpiłam ją maszynką do mielenia :-) 
Troszkę przewrotnie skróciłam sobie czas przygotowania ciasta i użyłam sprawdzonego już ciasta rogalikowego, topionego, które okazało się strzałem w dziesiątkę! 
Nie tylko niezwykle szybkie w przygotowaniu, ale jeszcze delikatne i idealnie komponujące się z nadzieniem makowym. 
Tradycyjnie rogal świętomarciński powstaje z ciasta półfrancuskiego z nadzieniem z białego maku i bakalii, więc sami wybierzcie swoją wersję (wersja dla zapracowanych to ciasto zatapiane z nadzieniem migdałowo-orzechowym :-)). 
Zdecydowanie polecam! 
Smacznego świętowania! 


Nadzienie z białego maku:
  • 3 szklanki białego maku
  • 4 szklanki wody
  • ok. 10 łyżek cukru pudru (lub więcej, wg uznania)
  • 50 g rodzynek
  • 30 g fig
  • 30 g daktyli
  • 100 g marcepanu
  • 100 g orzechów włoskich, drobno pokrojonych
  • 70 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • ok. 3 łyżki gęstej i kwaśnej śmietany
  • 20 g masła, stopionego i ostudzonego 
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej (lub 1 łyżeczka cukru wanilinowego) 
  • kilka małych biszkoptów, pokruszonych (w zależności od wilgotności masy) 
Mak przesypać do rondla, zalać wrzącą wodą i postawić na średnim ogniu, aby lekko się gotował przez ok. 25 minut (mieszając od czasu do czasu). Odcedzić na sitku z małymi oczkami, osączyć i ostudzić. 
W tym czasie rodzynki, daktyle i figi także zalać wrzącą wodą i odstawić na 10 minut. 
Po tym czasie odcedzić i ostudzić. 
Mak zmielić dwukrotnie, za drugim razem dodając rodzynki, daktyle i figi. 
Całość przełożyć do dużej miski, dodać cukier puder, śmietanę, masło, wanilię, porwany na kawałki marcepan, orzechy włoskie i skórkę pomarańczową. Dokładnie wymieszać, spróbować. W razie potrzeby dodać odrobinę cukru pudru więcej. Gdyby masa była zbyt rzadka dodać odrobinę okruchów biszkoptowych (masa powinna być plastyczna, łatwo dająca się rozsmarować, ale nie twarda). 



Składniki ciasta:
(na 16 rogalików) 
  • 500 g mąki pszennej + mąka do podsypywania stolnicy 
  • 2 jajka 
  • 60 g cukru
  • 100 g masła
  • 2 łyżki śmietany
  • 100 ml mleka
  • 20 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • dodatkowo:
  • papier do pieczenia
  • nadzienie makowe lub migdałowo-orzechowe
  • 1 jajko do posmarowania wierzchów
  • czysta ściereczka lniana lub bawełniana
Masło stopić, dodać cukier i mleko, wymieszać i sprawdzić temperaturę mieszanki (powinna być letnia, nie gorąca). Dodać drożdże, jeszcze raz wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce na 10 minut. 
Mąkę przesiać do dużej miski, dodać sól, rozczyn, śmietanę i jajka. Wyrobić ciasto przez 10 minut, dopóki nie stanie się lśniące i będzie odstawało od ręki (można wyrobić używając haków miksera). 
Uformować kulę, oprószyć ją mąką. 
Ściereczkę rozłożyć i środek dokładnie oprószyć mąką. Włożyć kulę ciasta, szczelnie zawinąć ściereczką, aby nie było "wolnych miejsc". 
Włożyć do dużej miski wypełnionej lodowatą wodą. 
Poczekać aż ciasto wypłynie na wierzch (ok. 1-1,5 godziny). 
Po tym czasie wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę i krótko wyrobić. 
Podzielić na 2 części. 
Każdą z nich rozwałkować na placek o średnicy 30 cm, następnie podzielić na 8 części (tak jak pizzę). 
Przy podstawie każdego z trójkątów położyć 1 łyżkę nadzienia, lekko spłaszczyć i zwijać rogale idąc ku wierzchołkowi. 
Układać na blaszkę wyłożonej papierem do pieczenia w odległości ok. 5 cm między rogalikami. 
Odstawić na 20 minut pod przykryciem do wyrośnięcia. 
Piekarnik rozgrzać do 180 ºC
Po tym czasie wierzch rogalików delikatnie posmarować rozmąconym jajkiem i wstawić do piekarnika. 
Piec przez ok. 25 minut, aż staną się złote. 
Ostudzić na kratce kuchennej. 
Przed podaniem polukrować. 


Lukier cytrynowy:

  • 8 łyżek cukru pudru
  • ok. 3 łyżki soku z cytryny
Wszystkie składniki wymieszać drewnianą łyżką, do otrzymania żądanej konsystencji, nie spływającej z łyżki (w razie potrzeby dodać cukru pudru lub soku z cytryny). 
Posmarować wierzch rogali. 





Smacznego! 

Inspiracje: Blog "Moje Wypieki" - przepis i sposób przygotowania ciasta zmodyfikowany (dziękuję Pani Dorocie :-))

2 listopada 2012

PIRÓG BIŁGORAJSKI

Prawdziwy przysmak z Lubelszczyzny, czyli nadzienie ziemniaczano-serowo-gryczane zapieczone pod drożdżowym ciastem



Dawniej nazywany krupniakiem :-)
Niezwykle popularny i codzienny pieróg, dostępny w dobrych piekarniach, ale najlepszy to oczywiście ten domowy. I każda gospodyni posiada swój przepis na to danie. 
Tak naprawdę to nadzienie pieroga jest tu numerem jeden; udane połączenie aromatycznych ziemniaków, lekko kwaskowego sera białego i zdrowej kaszy gryczanej. Niecodzienną przyprawą jest tu suszona mięta (którą można pominąć, jeśli nie jesteście fanami). 
Bogate i rustykalne wersje zawierają także wieprzowe skwarki i smalec, ale z wiadomych względów zrezygnowałam z tego składnika, zastępując je odrobiną masła :-) 
Całość okryta ciastem drożdżowym, przygotowanym na bazie kwaśnej śmietany. 
Mało kto wie, że piróg (pieróg) biłgorajski został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych, reprezentujących województwo lubelskie. 
Polecam, szczególnie z kubkiem mleka lub kefiru. 
Świetny na ciepło, podsmażony na maśle i podany z sosem grzybowym.  
Idealny także jako składnik śniadania, zastępujący chleb, dzięki kaszy gryczanej niezwykle bogaty w błonnik, którego często brakuje w naszej diecie; 
wystarczy plastry pieroga opiec na grillu lub w tosterze, posmarować masłem lub serkiem, położyć plasterek wędliny i pomidora :-)
Czy ktoś ma ochotę na takie śniadanie? 



Składniki ciasta:
(na 2 pierogi)
  • 500 g mąki pszennej
  • 250 ml kwaśnej śmietany
  • 1 jajko
  • 100 g masła
  • 30 g świeżych drożdży
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • dodatkowo:
  • papier do pieczenia
  • 1 jajko do posmarowania wierzchu 
  • odrobina maku do posypania (opcjonalnie) 
Mąkę przesiać do dużej miski. Dodać jajko, sól, stopione i ostudzone masło oraz śmietanę roztartą z cukrem i drożdżami. Wyrobić ciasto, aby odchodziło od boków miski i było elastyczne (w razie potrzeby można dolać odrobinę mleka lub dodać mąki). 
Uformować kulę, włożyć  do miski, przykryć ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu na ok. 1 godzinę. 
W tym czasie przygotować nadzienie. 

Nadzienie pieroga:
  • 500 g ugotowanych ziemniaków, przeciśniętych przez praskę
  • 400 g białego sera (użyłam chudego)
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka kaszy gryczanej
  • 3 łyżki masła, stopionego
  • sól i pieprz do smaku
  • 1/2 łyżeczki suszonej mięty (opcjonalnie) 
  • 2 duże jajka
W rondlu z grubym dnem zagotować mleko. Zdjąć z ognia i dodać opłukaną pod zimną wodą i osuszoną kaszę gryczaną. Wymieszać. 
Rondel przykryć pokrywką i pozostawić na 10 minut, aby kasza wchłonęła mleko. Ostudzić. 
Ugotowane ziemniaki przecisnąć przez praskę do dużej miski.
Dodać ser, stopione masło i kaszę. Dokładnie wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. 
Dodać suszoną miętę (jeśli używamy). 
Wmieszać jajka. 


Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. 
Każdą z nich rozwałkować kolejno na stolnicy lekko podsypanej mąką na prostokąt o wymiarach ok. 30 cm x 20 cm. 
Równomiernie rozsmarować połowę nadzienia, zostawiając wolne 3 cm brzegi. 
Krótsze boki złożyć do środka, następnie zwinąć wzdłuż dłuższego boku (jak roladę) i zlepić brzeg. 
Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. 
W taki sam sposób przygotować drugi pieróg. 
Wierzch posmarować rozkłóconym jajkiem i posypać makiem. 
Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 50 minut w temp. 200 C (wierzch powinien być ładnie zrumieniony).
Ostudzić na kratce kuchennej. 
Podawać na ciepło lub zimno. 


Smacznego! 

Inspiracje: Przepis Roberta Makłowicza dla Tesco (receptura i sposób przygotowania zmodyfikowany)

P.S. Piróg można także zamrozić, krojąc go wcześniej na plasterki i oddzielając je papierem pergaminowym. 
  

8 października 2012

PORTO - RELACJA Z PODRÓŻY (część III)

Portugalskie słodkości 



No cóż... z dumą mogę śmiało powiedzieć, iż polskie słodkości nie mają sobie równych! 
Tęskniłam za smakiem sernika i szarlotki :-) 
Portugalskie składają się zazwyczaj z ciasta francuskiego z dodatkami; budyniową masą waniliową lub mielonymi migdałami. Często też doprawione są cynamonem lub kardamonem. 
Choć żaden wypiek nie był zachwycający, pojawiło się kilka perełek:
Pastel de Nata, czyli babeczka  zciasta francuskiego (choć spotkałam też wersję kruchą) wypełniona kremem budyniowym i w ten sposób dość mocno zapieczona (na tyle, aby powstały charakterystyczne ciemne miejsca - łatwo znajdziecie te babeczki na powyższym zdjęciu :-)) 

Bolo de arroz, czyli ryżowe wilgotne muffinki z delikatnym aromatem cytrynowym




Tartes de almendoa, czyli babeczki z ciasta kruchego wypełnione prażonymi w karmelu migdałami 
oraz Toucinho do Ceu takie same babeczki z tym, że nadzienie powstaje ze zmielonych drobno migdałów



Drożdżowe bułeczki wypełnione orzechami, migdałami, rodzynkami i skórką cytrusową (zdecydowany numer jeden, choć nie jestem przekonana, czy wypiek ten jest specjalnością portugalską, a niestety nie znam nazwy tego smakołyku - moja pierwsza myśl to angielskie Hot Cross Buns) 




Specjalność typowa dla kawiarni "Imperio" - ciasto francuskie z nadzieniem ze zmielonych migdałów 




Różności 





Słynna kawiarnia-snack bar "Cafe Majestic"
Jeszcze kilka lat temu można było niespiesznie napić się kawy i zjeść ciasto...
Z czasem kawiarnia przekształciła się w miejsce dość snobistyczne i nadęte, od którego stronią miejscowi... 
Muszę jednak przyznać, że secesyjny wygląd budynku jest bardzo ciekawy :-) 




Owoce okazały się strzałem w dziesiątkę :-)
Jeszcze nigdy nie jadłam tak pysznych i jędrnych winogron i fig, a świeży sok pomarańczowy nigdzie nie był tak słodki  :-) 




Mała przekąska... :-) 



3 października 2012

PORTO - RELACJA Z PODRÓŻY (część II)

Wino Porto i nie tylko...



Warto wybrać się do Porto (a raczej do położonej po przeciwnym brzegu rzeki miejscowości Vila Nova da Gaia) chociażby tylko po to, aby odwiedzić słynne na cały świat winnice, które oferują niezwykle ciekawe wycieczki połączone z degustacją (za 5 euro można dowiedzieć się wiele o samym trunku, ale też o ludziach go produkujących, zdegustować różne odmiany porto i kupić butelkę do domu, odbierając w ten sposób cenę biletu wstępu). 
Produkowane jest od stuleci, jednak dopiero w XIX w. zaczęto je wzmacniać alkoholem gronowym, hamując tym samym jego fermentację i dając możliwość transportowania trunku na znaczne odległości. 
Winogrona do jego produkcji rosną na ściśle wyznaczonym obszarze 250 tys. ha ziemi, wzdłuż brzegów rzeki Duero. I porastają górskie tarasy tworząc niesamowity widok. 
Dopiero na miejscu zdałam sobie sprawę jak trudna jest to praca; od zasadzenia winorośli na stromych zboczach i ich ciągłej pielęgnacji, po zebranie owoców, fermentowanie, beczkowanie i transport beczek wzdłuż brzegów Duero...





Porto może być: rubinowe (ruby), jasnobrązowe (tawny) lub białe (branco) (mojemu Małżonkowi najbardziej smakowało porto ruby, a mnie najbardziej odpowiadał zapach białego). 
Pierwsze dwa podawane są po posiłku lub do deseru, natomiast porto branco stanowi chłodny aperitif. 
Najlepsze z nich mogą leżakować w beczkach 10, 20, 30 a nawet 40 lat! 
I to właśnie czas leżakowania w beczkach określa wiek wina, a nie czas jego przechowywania w butelce (jak to pięknie wyjaśniła Pani oprowadzająca wycieczkę: wino, które 7 lat leżakowało w beczce zawsze pozostanie winem siedmioletnim, choćbyśmy nawet przez następnych 20 lat przechowywali je w dobrych warunkach). 
Takie wina można spożywać przez dłuższy czas po otwarciu. 





Inaczej sprawa wygląda w przypadku Wina Najlepszych Roczników (vintage) - butelkowane są 3 lata po zbiorach po to, aby dojrzewać w butelkach. 
Bywa tak, że najlepszy rocznik ogłaszany jest jedynie 2 razy w ciągu 10 lat!!!
Porto takie najlepsze jest po 15 latach leżakowania - wtedy smak jest najpełniejszy, jednak po otwarciu można przechowywać jedynie do 7 dni. 




Kieliszki po degustacji... 




Ściana z korków... 




Jedna z najsłynniejszych winnic...




P.S. Muszę przyznać, że atmosfera Vila Nova da Gaia jest bardziej intrygująca i intymna, od tej po drugiej stronie rzeki Duero... :-) 
Tu czas płynął niespiesznie i bardzo przyjemnie... 





1 października 2012

PORTO - RELACJA Z PODRÓŻY (część I)

Fotorelacja z portugalskiej podróży kulinarnej (część I)


Tak jak obiecałam przedstawiam relację z długo wyczekiwanej podróży, która niemal śniła mi się po nocach :-) 
Podzieliłam ją na trzy części: ogólną, słodycze i wino.
Przyznam szczerze, że wybierając miejsce wakacji nie wiedziałam zbyt wiele o zwyczajach i codziennym życiu Portugalczyków. Nie byłam też świadoma tego, czego mogę się spodziewać.
Portugalia kojarzyła mi się jedynie z Cristiano Ronaldo, winem porto i świeżymi rybami.
I powiem Wam jedno: to, że jest sąsiadem Hiszpanii, nie znaczy, że życie w obu ciepłych krajach jest podobne.
Portugalczycy są bardziej smutni i zamyśleni (może trochę podobni do Polaków?), choć w stosunku do turystów bardzo serdeczni i pomocni :-)
A Porto? Baaaardzo górzyste (nie wiem, jak można tam jeździć samochodem?, całe szczęście, że nie mają śniegu w zimie), urokliwe (szczególnie położona za rzeką Duero Vila Nova de Gaia), żywe, choć pełne sprzeczności.
Przede wszystkim urzekły mnie:
- arroz de mariscos (kojarzony z paellą, choć stanowi zupełnie odmienną potrawę podawaną w miedzianym naczyniu cataplana...o tym wkrótce)



- wszechobecne azulejos (intensywne biało-niebieskie lub wielokolorowe płytki ceramiczne, którymi ozdobione domy, kościoły, mosty, ławki, itd., przedstawiające różne sceny lub wzory),




- ogromne mosty (razem z najsłynniejszym, kolejowym, zaprojektowanym przez samego Eiffla) 


- świeże ryby i owoce morza (na które warto wybrać się nad brzeg oceanu, do wioski rybackiej zwanej Matosinhos, w której, jak ulica długa i szeroka, ustawione są grille ze świeżymi skarbami morza - wyobraźcie sobie ten zapach pomieszany ze świeżym oceanicznym powietrzem)


- plaża, potężny ocean i stara herbaciarnia na jego brzegu Casa de Cha da Boa Nova (niestety, ku naszemu zdumieniu, nieczynna!)


- winnice z porto (i nie tylko, jak się okazało)


- kasztany pieczone na ulicy (do tej pory kojarzyłam z tym Francję, a tu proszę :-))


- pchli targ - rozłożony na nieczynnej ulicy prawdziwy targ, na którym, za naprawdę małe pieniądze, można kupić prawie wszystko (mnie przede wszystkim urzekły przedmioty kuchenne i talerze z azulejos - przekonałam się, że warto się targować :-))


- i wiele, wiele innych... :-)

27 sierpnia 2012

HISZPAŃSKI MAKARON (FIDEUA)

Makaron z patelni z kurczakiem, szafranem, papryką i fasolką szparagową



Moje kolejne smaki podróży... :-) 
Jak chyba widać bardzo tęsknię za wakacjami i szukam zapamiętanych smaków :-)  
I okazuje się, iż niewiele trzeba, żeby przenieść się w wymarzone miejsce :-) 
Fideua powstaje tak samo jak paella, z tym małym wyjątkiem, że ryż zastąpiony jest specjalnym makaronem (tzw. fideos). I tak samo jak paella jest wilgotne (nigdy suche), bogate w lokalne składniki (owoce morza, króliki, chorizo, ślimaki i obowiązkowo: oliwę z oliwek) i niezwykle popularne w całej Hiszpanii. Jej odmian chyba nikt nie jest w stanie zliczyć! 
Podstawa to cienki makaron, bulion warzywny lub drobiowy, wędzona papryka w proszku, mięso i warzywa. Hiszpanie dodają też szczyptę szafranu (moje szafranowe zapasy powoli się uszczuplają :-)). 
Wszystkie dobre bary i restauracje przygotowują ją "na zamówienie" (czas oczekiwania zostaje wynagrodzony smakiem). Muszę przyznać, że te odgrzewane też są dobre :-)  
Nawet sklepy z winem specjalizują się w przygotowaniu własnych wersji. A jeśli chcesz dobrać trunek do dania to nie ma lepszego miejsca na świecie, bo porcję paelli lub fideui można zjeść za 2 euro! 
Widziałam przygotowanie na ogniu jednej gigantycznej fideui, na patelni o średnicy przekraczającej 1,5 m (nieziemski widok, a jaki zapach!).
Gorąco polecam, bo przygotowanie nie jest trudne. Najlepiej zacząć poprzedniego dnia od przygotowania dobrego bulionu (lub wykorzystać rosół z obiadu). 
Doznania kulinarne gwarantowane! 


Składniki:
(na 4 porcje) 
  • 350 g makaronu (najlepszy jest „fideos”, można go zastąpić także drobniutkim makaronem kształtem przypominającym ryż)
  • 300 g filetu z kurczaka, pokrojonego w kostkę, zamarynowanego (przez 2 h) z solą, pieprzem, zmiażdżonym ząbkiem czosnku i 2 łyżkami oliwy z oliwek
  • pół czerwonej i pół zielonej papryki pokrojonej w drobną kostkę (aby wzmocnić smak papryki usuwam z niej wewnętrzny „mięsień”)
  • 150 g fasolki szparagowej zielonej, pokrojonej na 1 cm kawałki
  • 1 mała czerwona cebulka pokrojona w drobną kostkę
  • 2 obrane i pokrojone pomidory malinowe
  • kieliszek białego wina (półwytrawne lub wytrawne, opcjonalnie)
  • 1 l bulionu warzywnego lub drobiowo-warzywnego
  • dobra oliwa z oliwek
  • sproszkowana wędzona papryka (słodka i pikantna)
  • szczypta szafranu (opcjonalnie)
  • natka pietruszki
  • cytryna
  • sól i świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:

Na dużej patelni z grubym i nieprzywierającym dnem rozgrzać oliwę z oliwek, dodać kurczaka i podsmażyć na silnym płomieniu do zrumienienia, zdjąć z patelni do miseczki, przykryć folią aluminiową i odstawić na chwilkę.
Na oliwie zrumienić cebulkę, dodać makaron, podsmażyć przez ok. 4 minuty ciągle mieszając, aby nie przywarł do dna. 
Dodać szafran, wlać wino i krótko odparować. 
Dodać pomidory, paprykę, fasolkę, kurczaka, zalać wrzącym bulionem ok. 1 cm powyżej poziomu makaronu. 
Doprawić solą, pieprzem, wędzoną sproszkowaną paryką (słodką i pikantną, do smaku).
Gotować ok. 10-15 minut, aż makaron będzie miękki i wchłonie bulion (mieszać od czasu do czasu, w razie potrzeby dolać bulionu). 
Całość posypać natką pietruszki.

Podawać na stół w patelni, nieodzownym dodatkiem jest swieżo wyciśnięty sok z cytryny 
(tradycyjnie Hiszpanie używają do przygotowania tej pysznej potrawy specjalnej patelni z dwoma uchwytami, tzw. paellery. Często fideua gotowana jest na otwartym ogniu, dzięki czemu wchłania aromat drewna, a na spodzie i wierzchu naczynia tworzy się chrupiąca skorupka).



Que aproveche!

P. S.  Jeszcze kilka wakacyjnych, kulinarnych zdjęć :-) 



Pomidorowe inspiracje